Rok 1958. Landon Carter rozpoczyna naukę w ostatniej klasie szkoły średniej w Beaufort. Wraz z nim do liceum uczęszcza dziewczyna inna niż wszystkie, Jamie Sullivan, która nie rozstaje się z/ Biblią, z nikim się nie przyjaźni, a cały czas poświęca opiece nad owdowiałym ojcem.
Czy pewny siebie nastolatek pokocha niepozorną Jamie? Bal licealny i świąteczne przedstawienie odmieni ich życie na zawsze. Ale los szykuje Londonowi okrutną niespodziankę...
Na wstępie chciałam zaznaczyć, że na pewno znacie tę historię. Jeśli nie z książki, to z filmu pt. "Szkoła uczuć".
Historia rozgrywa się ponad pięćdziesiąt lat temu, co może być dla niektórych trochę odpychające, a dla innych wręcz intrygujące.
O całości opowiada Landon, główny bohater. Jest popularny w szkole i cóż, dokucza innym. Jednak niespodziewanie zakochuje się w tej nieodpowiedniej dla niego dziewczynie. Dlaczego nieodpowiedniej? Jamie to córka pastora, ubrana zawsze w plisowaną spódnicę, z Biblią w ręce. Nie była lubiana w szkole. Przeciwieństwa się przyciągają, prawda?
Landon nie dość, że zostaje pośmiewiskiem, to los w innej sprawie go nie oszczędza.
To z pewnością trudna miłość, lecz miłość to miłość.
Nicholas Sparks nie jest moim ulubionym autorem, lecz ta książka jest godna polecenia.
Podoba mi się ukazanie miłości tej dwójki. Choć niestety była krótka, to prawdziwa.
Uczy, że należy cieszyć się z tego co mamy, z każdego dnia.
Uznaję ją, za naprawdę mądrą książkę z przesłaniem i zachęcam do jej przeczytania.
Moja opinia: 9/10.
Ulubiony cytat:
Dziękuję za uwagę.
Buziaki.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz